Złośliwość rzeczy martwych
"Złośliwość rzeczy martwych"- usłyszałam to sformowanie chyba z setki razy w moim rodzinnym domu. Nigdy w nie jednak nie wierzyłam. Bo jak przedmioty niby miałby się mścić? Nie wierzyłam w nie póki nie zamieszkałam sama. Kupiłam mieszkanie- oczywiście raty kredytu mnie wykańczały ale co zrobić - za swój wymarzony kąt byłam gotowa ponieść każdą cenę. Miałam dość upodobań i estetyki rodziców- zastawy z białego szkła marki Arcoroc, dywanów i ze wszą otaczającej mnie boazerii. Ich dom- ich zasady- powtarzałam sobie zawsze. Lecz kupując własne mieszkanie obiecałam sobie iż będzie dokładnie takie jak ja, i tylko ja będę chciała- bez filiżanek Arcoroc, bez bibelotów na meblach, bez "zbieractwa" jakiś słoników- nie mam pojęcia dlaczego moja matka tak je uwielbia. Tak tez zrobiłam.. kupiłam meble, kanapy, wyposażyłam kuchnie- bardzo nowoczesną nie mającą nic wspólnego z ta rodzinną. Po miesiącu jednak zatęskniłam za tamtą... okazała się o wiele wygodniejsza i cieplejsza od mojej, moje filiżanki tłukły się od samego patrzenia na nie- a ta maminą biała z hartowanego szkła z Arcoroc można było gwoździe wbijać... Po 3 latach wchodząc do własnego mieszkania przeraziłam się- było bardzo podobne do tego w którym się wychowałam- no może pomijając boazerię której do dziś nie jestem w stanie zaakceptować. Czy się cieszę? Tak. Teraz mam własne dzieci.. chce żeby miały takie ciepło jakie ja miałam w domu..

